Zapadła między nimi ciężka cisza. Na zewnątrz szumiał ruch uliczny, a w środku witryny sklepowe nadal lśniły, jakby świat na chwilę się zatrzymał. Matei ponownie spojrzał na pierścionek. Wiedział, że może za niego dostać setki tysięcy lei. Ale patrząc na młodą matkę z dzieckiem przyciśniętym do piersi, przypomniał sobie własne dzieciństwo.
Kiedy był mały, jego matka, pozostawiona sama sobie, sprzedawała sery na targu, żeby zapłacić za jego szkolny mundurek. Trzymała w kieszeni mały medalion, odziedziczony po babci, ale nigdy go nie sprzedała. Zawsze powtarzała: „To serce mojej matki. Nie jest na sprzedaż”.
A jednak teraz miał przed sobą kobietę, która nie prosiła o litość, ale o szansę nakarmienia dziecka.
„Proszę zaczekać chwilę” – powiedział i zniknął.
Sofía stała tam, a jej serce biło jak szalone. Pomyślała, że może zaoferuje jej sto lei, dwa, wystarczająco dużo, żeby kupić mleko i starczyło na kilka dni. Ale słowa babci wciąż dźwięczały mu w głowie: „Kiedy dajesz coś z serca, Bóg ci coś w zamian da”.