Zatrzymał się przed niebieską furtką, łuszczącą się na brzegach. Z podwórka dobiegało szczekanie psa i odgłos delikatnego uderzenia garnka o krawędź zlewu. Emil wziął głęboki oddech i zapukał. Raz. Potem jeszcze raz, z większą determinacją.
Po chwili drzwi uchyliły się na szparę. Kobieta w szlafroku, z starannie zaczesanymi włosami i zmęczonymi oczami, spojrzała na niego ze zdziwieniem.
— Panie Emilu?… Co… co pan tu robi?
Uśmiechnął się nieco niezręcznie.
— Dzień dobry, Julio. Przepraszam, że przychodzę tak nieprzygotowana. Czy mogę wejść?