Nic nie słyszałam. Czułam się, jakby świat wokół mnie zniknął. Moje myśli nie miały kształtu, wszystko było głuchym rykiem, jakby ktoś zamknął mi głowę w dzwonku. Anton próbował wstać, ale moje nogi odmawiały posłuszeństwa. Nie wiedziałam, czy płaczę, trzęsę się, czy po prostu słabnę od środka.
W tym momencie obok nas pojawił się Eduard, trzymając piłkę przy piersi. Patrzył to na mnie, to na staruszka przed domem.
— Mamo… co się dzieje?
Jego głos mnie obudził. Wzięłam głęboki oddech, starając się nie rozpaść na jego oczach.
— Kochanie, chodź do mnie.