Anton z trudem wstał, podpierając się laską.
— Chłopcze… Jestem twoim dziadkiem. Musisz się jeszcze wiele nauczyć, ale obiecuję, że nigdy więcej nie będziesz sam.
Eduard patrzył na mnie długo, próbując odczytać prawdę z moich oczu. Powoli skinąłem głową, a on podszedł, nic nie mówiąc, jakby od zawsze wiedział, że nasza historia nie jest kompletna.
Anton dał znak ochroniarzowi. Drzwi się otworzyły i z samochodu wyjęto grubą teczkę pełną dokumentów, zdjęć i dokumentacji medycznej. Ta teczka ważyła więcej niż jakikolwiek ciężar, który nosiłem w duszy przez dziesięć lat.
— Kim więc jestem? — zapytałem. — Kto zabrał Razvana?