…wracał szybciej niż zwykle, z gulą w gardle, która narastała w miarę upływu czasu. Czuł, jak coś w nim wrze, coś, czego nie mógł już ukryć uprzejmością, uśmiechami i pozorami. Gdy tylko wszedł do mieszkania, cisza uderzyła go niczym echo. Żadnego głosu, żadnego poruszającego się przedmiotu, nawet pospiesznych kroków Rodicy.
Zostawił torbę przy wejściu i skierował się prosto do laptopa. Ręce mu się trzęsły, gdy otwierał pliki na kamerach. Obrazy przesuwały się powoli, zbyt wolno, jak na tempo bicia jego serca. Najpierw tylko Rodica zmywała naczynia. Potem przesuwała krzesła. Potem pojawiła się Clara.