Kiedy tam dotarłem, sala była udekorowana złotymi balonami, drogimi kwiatami i elegancką muzyką restauracyjną, ale w powietrzu wisiało napięcie, które tylko ja wyraźnie czułem. Wszyscy się uściskali, wymienili uśmiechy i życzyli sobie wszystkiego najlepszego, ale kiedy wszedłem, cisza ogarnęła ich niczym zimny koc. Widziałem, jak patrzą na mnie, jakby ktoś obcy szedł przed nimi.
Najpierw podeszła do mnie mama. „Cieszę się, że przyszłaś, Ilinca… Naprawdę chcę porozmawiać”. Jej ton był łagodny, ale oczy zmęczone i przepełnione strachem. Za nią mój ojciec wyglądał na małego, jakby nagle postarzał się o dwadzieścia lat.
Uśmiechnąłem się przelotnie, bez udawania. „Porozmawiamy. Ale jeszcze nie teraz”.