To było delikatne. Nie okrutne. Ale głębokie. Jej głos wypełnił marmurowy hol.
„Alzheimer?” powiedziała spokojnie. „To ciekawe, bo doskonale pamiętam, jak w 1955 roku pracowałam czternaście godzin dziennie, sprzątając biuro twojego dziadka”.
W holu zapadła cisza.
Charles zamarł. Jego rodzina była właścicielem banku od 1932 roku. Niewiele osób znało dane osobowe jego dziadka.
„Słucham?” powiedział nagle niepewnie.
„Miałeś piętnaście lat” – kontynuowała Margaret. „Pracowałam po szkole, żeby mama i ja miałyśmy co jeść. Twój dziadek czasami zostawiał zapalone papierosy na marmurowej posadzce, żeby sprawdzić, czy będę narzekać”.
Spojrzała Charlesowi prosto w oczy. „Nie, nigdy tego nie robiłam. Potrzebowaliśmy pieniędzy”.
Janet z trudem przełknęła ślinę.
„Pamiętam, jak mówił mi, że ludzie tacy jak ja powinni być wdzięczni, że mogą służyć ludziom takim jak on” – dodała Margaret. „Powiedział, że to nasza praca”.
Uśmiechnęła się smutno. „Zabawne, jak zwyczaje przekazywane są z pokolenia na pokolenie, prawda, panie Hayes?”
Twarz Charlesa poczerwieniała. Pot perlił mu się na linii włosów.
„To są historie” – mruknął. „Każdy mógłby to wymyślić”.