„Ja… nie wiem, o czym mówisz” – odpowiedział sztywno.
Wpatrywałam się w niego, serce waliło mi jak młotem. „Widziałam go. Widziałam go z małą dziewczynką. Nazwała go „tatą”.
Jego twarz odpłynęła.
Cisza między nami ciągnęła się tak długo, że stała się nie do zniesienia.
Na koniec powoli wypuścił powietrze i usiadł.
„Nie miałeś się o tym dowiedzieć w ten sposób”.
To zdanie coś we mnie złamało.
Przyznał się do wszystkiego — albo przynajmniej do większości.