„A jeśli myślisz, że mężczyzna jest mniej wart tylko dlatego, że stracił wszystko, to może niczego się nie nauczyłeś o miłości. Maria nauczyła mnie, że prawdziwe bogactwo nie tkwi w kieszeni, ale w sercu”.
Jego słowa odbiły się echem w kościele. Każde zdanie zdawało się uderzać w dumę obecnych.
Daniel wyjął z kieszeni mały srebrny pierścionek. „Nie jest drogi. Zrobiłem go sam, z łyżeczki, którą miałem od dziecka. Ale dla mnie jest cenniejszy niż jakiekolwiek złoto”.
Maria uśmiechnęła się przez łzy, a kościół, niegdyś pełen śmiechu, wypełnił się ciszą i wzruszeniem.
Po ceremonii nikt już się nie śmiał. Ludzie podchodzili, niektórzy prosili o wybaczenie, inni ofiarowywali kwiaty lub uściski. Loredana płakała. „Mario” – powiedziała – „nie wiedziałam… Przepraszam”.
Maria odpowiedziała łagodnie: „Miłość nie potrzebuje niczyjej aprobaty. Tylko dwoje ludzi, którzy w siebie wierzą”.
Kiedy wyszli z kościoła, słońce świeciło jasno. Daniel trzymał ją za rękę, a świat wokół zdawał się w końcu patrzeć na nich z szacunkiem.