„Jeśli ktokolwiek tutaj potrafi to otworzyć… dam mu milion dolarów” –

Ethan miał na sobie pożyczoną czarną kamizelkę, która luźno wisiała na jego szczupłej sylwetce. Biała koszula pod spodem była wyblakła przy kołnierzyku, postrzępiona od zbyt wielu prań. Dostał tę pracę, bo nie narzekał, nie zadawał pytań i nie istniał, dopóki się go nie zapytano.

Dorosłym się to podobało.

Cisza sprawiła, że ​​stali się nieuważni.

W centrum sali balowej tłum zebrał się wokół gospodarza – Marcusa Whitmore'a , miliardera i inwestora technologicznego, znanego z budowania firm i łamania schematów. Jego obecność przyciągała uwagę wszystkich. Kiedy się uśmiechał, inni uśmiechali się jeszcze szerzej.

Marcus podniósł rękę.

Muzyka natychmiast ucichła.

„Panie i panowie” – powiedział płynnie, jego głos niósł się bez wysiłku. „Pomyślałem, że dziś wieczorem dodamy trochę rozrywki”.

Za nim dwóch asystentów wytoczyło na małą scenę wysoką, matowoczarną, stalową szafkę. Wyglądała industrialnie i surowo, zupełnie nie na miejscu pośród jedwabnych sukienek i kryształowych kieliszków. Bez klawiatury. Bez klamki. Tylko panel biometryczny i wzmocnione zawiasy.

„To” – powiedział Marcus nonszalancko – „to wojskowy sejf z zabezpieczeniami biometrycznymi. Bez kluczy. Bez kodów”.