Kobieta na ulicy dała mi dziecko i walizkę pełną pieniędzy. Po 16 lata

— Boże… — mruknęłam.

— Ile? — zapytał Piotr, blady.

Wziął plik banknotów i szybko zaczął liczyć.

— Jest ich… Przełknął ślinę. Jest ich ponad milion.

Słowo wylądowało w kuchni niczym cios siekierą. Drewno trzasnęło w piecu. W telewizji wilk gwizdał, goniąc zająca.

„To niemożliwe” – powiedziałem. „To pułapka”.

Piotr zamknął walizkę.

— Dzwonimy na policję. Już.

W tym właśnie momencie Misza wybuchnął śmiechem przed ekranem. Jego śmiech był czysty, pewny siebie, jakby świat nigdy nie był niebezpieczny.

Położyłem rękę na pokrywie.

— Czekaj.