Ricardo podziękował jej, opisał każdy szczegół i zapytał o radzenie sobie z nocnymi atakami. Sofia obserwowała ich oboje, czując, że nikt o niej nie zapomniał w rozmowie. W drodze do domu Ricardo nie włączył radia. Podzielił się kilkoma drobnymi wspomnieniami o Laurze, unikając tragedii, na przykład otwierając okno na tyle, by wpuścić światło. W tamtych czasach twoja mama smażyła naleśniki w kształcie gwiazdek.
Powiedziała, że każde z nich to życzenie. Sofia roześmiała się, szeroko otwierając oczy. „Możesz spełnić jakieś jutro. Spróbuję, ale nie obiecuję, że będą tak ładne jak jej. Nie muszą być ładne”. Sofia pochyliła głowę. „Muszą być po prostu twoje”. Gdy mijali jezioro, nagły podmuch wiatru zdmuchnął szalik Sofii.
Podskoczyła, przestraszona, instynktownie wpatrując się w nią. Ricardo już stał pod wiatr, podniósł ją, potrząsnął i ponownie owinął wokół siebie. Niewiele powiedział, tylko mocno ją związał i lekko dotknął ramienia. Od tego momentu Sofia zrozumiała, że niektóre zabezpieczenia są ciche, a zarazem silne. Tej nocy Ricardo posprzątał ze stołu i umył naczynia.
Wciąż niezdarny, woda rozprysła się, mocząc rękaw jego koszuli. Sofia usiadła na kuchennym krześle, śmiejąc się, a jej śmiech był lekki i cienki jak nitka. „Potrzebujesz fartucha?” zapytała. „I nauczyciela gotowania” – odparł Ricardo. „Przyjmujecie starszych uczniów?” Sofia oparła brodę, kiwając głową. Przyjmuję naleśniki w kształcie gwiazdek.
Cisze trwały dłużej niż słowa. Sofia narysowała kolejny dom, tym razem z drzwiami prowadzącymi do ogrodu. Ricardo siedział za nią, nie wydając poleceń, nie poprawiając, po prostu pytając po trochu, czego chce. W końcu pomalowała okno na żółto, zapalając światła, żeby łatwiej było trafić do domu, wyjaśniła Sofia.
Tej nocy, zanim zgasił światło, Ricardo usiadł na brzegu łóżka, jakby to był nowy rytuał. Nie spojrzał na telefon, nie spieszył się, po prostu czekał na jej ostatnie pytanie tego dnia. Sofia przewróciła się na drugi bok, naciągnęła koc pod samą pierś, długo wpatrywała się w sufit, a potem znowu spojrzała na niego, jej głos był cichy, ale wyraźny.
„Tato, czy mogę cię nazywać moim bohaterem?” Ricardo otworzył usta, ale nie mógł odpowiedzieć. Gula uformowała mu się w gardle, a oczy piekły. Po prostu skinął głową. Potem pochylił się, położył dłoń na jej czole i trzymał ją tam jak bezsłowną obietnicę. Ricardo wybuchnął płaczem, ale wiedział, że to pierwszy krok Sofii do otwarcia serca.
Ricardo szybko otarł łzę, która wciąż utkwiła mu w kąciku oka. Potem przysunął krzesło bliżej krawędzi łóżka, poprawił koc Sofii, przyciemnił światło i zniżył głos, jakby bał się złamać coś kruchego. „Jeśli chcesz, mogę ci opowiedzieć o twojej matce, o tamtym dniu”. Sofia lekko skinęła głową.
Jej mała dłoń sięgnęła dłoni ojca i mocno ją ścisnęła. Ricardo wziął głęboki oddech, starając się utrzymać równowagę. Potem zaczął, po prostu robiąc to, co konieczne. Tego dnia morze nie stało się od razu wzburzone, powiedział. Jego wzrok był nieobecny, jakby przemierzał wspomnienia, ale fale rosły coraz bardziej. Ludzie przepychali się i szarpali, by zdobyć kamizelki ratunkowe.
Byłem niezdarny. Ręce trzęsły mi się tak bardzo, że nie mogłem rozpiąć klamry. Twoja matka była dziwnie spokojna. Włożyła ci czapkę, owinęła szalikiem, szepnęła coś do ucha, czego nie mogłem usłyszeć przez wycie wiatru. Sofia zacisnęła usta. Jej dłoń lekko się zacisnęła. Ricardo na chwilę zamilkł. Potem kontynuował.