Ale ludzie to czuli.
Pewnego wieczoru, po tym, jak położyłam dzieci spać, dostałam e-maila.
Od Călina.
Był krótki. Chaotyczny. Pełen żalu.
Powiedział, że popełnił błąd. Że matka nim manipulowała. Że chce zobaczyć swoje dzieci. Że chce „zadośćuczynić”.
Zamknęłam laptopa.
Następnego dnia zadzwonił do mnie prawnik. Margareta chciała „polubownego rozwiązania”. Rozmawiali o pieniądzach. O wizerunku. O pokoju.
Uśmiechnęłam się gorzko.
Nigdy nie chodziło o pieniądze.
Umówiliśmy się na spotkanie – w miejscu publicznym, w małej kawiarni osiedlowej, a nie w drogich willach i biurach.
Călin przyszedł blady, zmęczony. Wcale nie wyglądał na mężczyznę, który z pewnością dla niego odszedł.
„Eleno…” – zaczął.