Muzyka ucichła. Camille szła do ołtarza w sukni ślubnej tak długiej, że do niesienia trenu potrzeba było dwóch osób. Światło odbiło się od diamentów na jej szyi, zmuszając mnie do zmrużenia oczu. Ani razu na mnie nie spojrzała. Byłem cieniem, który chciała wymazać z kadru.
Właśnie gdy miałem schylić głowę, by uciec od otaczającej mnie pogardy, krzesło obok mnie się odsunęło.
Usiadł starszy mężczyzna, którego srebrne włosy lśniły w popołudniowym słońcu wpadającym przez wysokie okna posiadłości. Powiew bergamotkowej wody kolońskiej unosił się w powietrzu. Na ręku miał szwajcarski zegarek. Jego ruchy były powolne, precyzyjne, wyrafinowane, takie, jakie rodem z dekad spędzonych w pomieszczeniach, gdzie władza nie musi podnosić głosu.
Myślałam, że popełnił błąd i właśnie miała coś powiedzieć, gdy usłyszałam jego głos – niski, spokojny, pewny.
„Udawajmy, że jesteśmy razem”.
Zamarłam.
Pochylił się ze spokojnym uśmiechem i delikatnie położył dłoń na mojej zaciśniętej dłoni. Dotyk sprawił, że zesztywniałam na kilka sekund, ale o dziwo, nie było w nim zażenowania, tylko ciepło.
Z pierwszych rzędów widziałam, jak goście zaczynają się odwracać. Ich oczy zmieniały wyraz z litości na ciekawość, a potem powoli na ostrożność.
Kobieta w kapeluszu z piórami szepnęła do męża: „Kim jest ten mężczyzna z matką pana młodego? Wygląda… na ważnego”.
Nie odwróciłam się, ale dostrzegłam cień uśmiechu w kąciku ust mężczyzny.
Na scenie Bryce gla
Opuścił wzrok, a jego wzrok spoczął na nas. W tej samej chwili jego twarz zbladła. Zobaczyłem, jak jego usta poruszają się, jakby chciał o coś zapytać, ale nie odważył się. Camille podążyła za jego wzrokiem. Kiedy zobaczyła, jak się uśmiecham, rozmawiając z tajemniczym mężczyzną, jej twarz stężała.
Nie wiedziałem, w jaką grę zostałem wciągnięty, ale czułem zmianę w układzie sił. Ci, którzy patrzyli na mnie z góry, byli teraz ostrożniejsi. Ci, którzy się odwrócili, zaczęli się przyglądać.
Przechyliłem głowę i wyszeptałem: „Nie rozumiem, co robisz”.
Nie patrząc na mnie, powiedział: „Po prostu się uśmiechnij. Twój syn zaraz znowu spojrzy”.