Na święta dostałem kubek z napisem: „Osiągnąłem szczyt w łonie matki”. Moja siostra dostała nowy samochód. Podziękowałem im z uśmiechem. Potem wykonałem jeden telefon w drodze do domu. Trzy dni później samochód mojej siostry zniknął, a moi rodzice byli przesłuchiwani przez policję…

Kiedy odkleiłam papier, od razu zobaczyłam biały ceramiczny kubek, taki, jaki można znaleźć w koszu z przecenami przy kasie. Napis był wyrazisty i radosny, jak inspirujący cytat, który zaginął w drodze do drukarni i wrócił w złym tonie.

Osiągnąłem szczyt w łonie matki.

Moje palce zacisnęły się na klamce zanim zdążyłem je zatrzymać.

Mama zachichotała, odrzucając głowę do tyłu, a jej śmiech był zbyt głośny jak na żart. Tata uśmiechnął się ironicznie, jakby czekał cały tydzień, żeby zobaczyć, czy żart się powiedzie. Kay przechyliła głowę i uśmiechnęła się z sympatią, jaką ludzie okazują drobnym wypadkom samochodowym na poboczu drogi.

„O mój Boże” – powiedziała Kay, przeciągając słowa. „To takie w twoim stylu”.

Usłyszałem swój śmiech. Wyszedł on cienko i uprzejmie, jakbym został nauczony dobrych manier. Uniosłem kubek, żeby aparat Kay mógł go uchwycić. Zdołałem nawet powiedzieć: „Dziękuję”, bo co innego miałem zrobić? Rzucić nim? Płakać? Wyjaśnić, że żart się udał, bo wszyscy w tym pokoju już się zgodzili, że jestem w nim najmniej ważna?

„Widzisz?” powiedziała mama z zadowoleniem. „Potrafisz żartować”.

Chciałem zapytać, kiedy dokładnie dano mi wybór.

Zamiast tego ostrożnie odstawiłam kubek na stolik kawowy i objęłam dłońmi papierowy kubek z kawą, który zrobił się letni, gorzki i jakoś za słodki jednocześnie. Wpatrywałam się w drzewo i liczyłam sekundy między oddechami.

Mama znów zaklaskała. „Dobra, Kay. Otwórz swoje.”

Kay uśmiechnęła się natychmiast, jakby obiecano jej coś błyszczącego, jeśli będzie kontynuować przedstawienie. Chwyciła długie pudełko i rozerwała je z teatralnym zapałem. Chusteczki pofrunęły w powietrze. Telefon cały czas był skierowany na jej twarz.

W środku znajdował się brelok przymocowany do czerwonej satynowej kokardki.