Kilku członków odwróciło głowy. Stary instynkt powrócił — skulić się, przeprosić, odejść.
Ten sam instynkt, który rządził nim podczas rodzinnych kolacji i spotkań zarządu, za każdym razem, gdy rodzice decydowali, że wciąż jest chłopcem do skorygowania.
Ale to nie była ich jadalnia. To był klub, do którego zapisał się trzy miesiące temu na własne nazwisko, za własne pieniądze, po sprzedaży swojej firmy logistycznej i po tym, jak przestał prosić ojca o przysługi.