Ale świat jest mały, a los ma osobliwy zwyczaj wywracania życia do góry nogami, kiedy wydaje się, że wszystko już poukładane.
Główne drzwi nagle się otworzyły. Muzyka ucichła na chwilę, jakby orkiestra wyczuła napięcie w powietrzu. Gabriel pojawił się w drzwiach, w nienagannym czarnym garniturze, z przenikliwym i zdecydowanym spojrzeniem.
— Dobry wieczór — powiedział głosem, który przeciął ciszę niczym nóż.
Wszystkie oczy zwróciły się na niego. Letitia uśmiechnęła się szeroko, gotowa go powitać, ale on minął ją, nie patrząc na nią. Podszedł prosto do Neny, która wciąż stała przy stole z tortem ze spuszczoną głową.
Kiedy do niej dotarł, delikatnie ujął ją za rękę.
— Dlaczego pozwoliłaś jej się upokorzyć? — zapytał wystarczająco głośno, by przekrzyczeć szmer na korytarzu.
Letitia uniosła brew, udając niewiniątko.
— Kochanie, ja tylko żartowałem… to nic takiego…