Pierwsza otrząsnęła się Swietłana. Jej twarz, jeszcze chwilę temu wykrzywiona zdumieniem, teraz zeszpeciła się wściekłością. Maska nieszczęśliwej ofiary spadła, odsłaniając drapieżny, egoistyczny grymas.
— Ty chyba kompletnie zgłupiałaś? — syknęła, pochylając się przez stół. — Odsetki? Poręczenie? Działka? Ty jesteś normalna? Jestem twoją siostrą!
— Właśnie — odparła Daria, nie podnosząc głosu. Jej spokój działał na nie jak rozżarzone żelazo. — Jesteś moją siostrą, a nie przypadkową żebraczką z ulicy. Dlatego ci pomagam. Bank nie czekałby ani dnia i nie słuchałby twoich historii. Ja jestem gotowa. Daję ci pieniądze, które ja i Andrzej zbieraliśmy na naszą przyszłość. I proszę tylko o gwarancję, że wy obie — tak walczące o „rodzinę” — potraktujecie to poważnie.