— Torty, szampan… Żyjecie na bogato — głos matki zabrzmiał równo, ale pobrzmiewała w nim stal. — To znaczy, że pieniądze są. To dobrze. Bardzo dobrze.
— Mamo, a co tu mają pieniądze do rzeczy? To wydarzenie! Wychodzę za mąż! — Daria zaśmiała się, wciąż mając nadzieję, że to jakiś dziwny matczyny żart.
— A mają — Irina Pietrowna odsunęła od siebie kubek i skrzyżowała ręce na piersi. Jej postawa natychmiast stała się twarda, obronna. — Świetka wczoraj dzwoniła. Cała we łzach. U niej tam kompletna tragedia. Ten kredyt ją dusi, windykatorzy już wydzwaniają, w pracy grożą, że wszystkim powiedzą. Dziecko chore, pieniędzy nie ma nawet na porządne leki. Całą noc nie spała. I ja nie spałam. Myślałam, gdzie szukać wyjścia.