„Nic mi nie jest” – powiedziałem. „Było gorąco”.
„To nie powinno się zdarzyć” – odpowiedział. „Masz sześćdziesiąt sześć lat. Prowadzisz trzy firmy samodzielnie. Potrzebujesz planu na wypadek, gdyby coś poszło nie tak. Naprawdę źle”.
Ryan się poruszył. „Jace, ona się właśnie obudziła. Później.”
Jason go zignorował. „Jeśli mama nie zadba o to, żeby wszystko było przygotowane jak należy, wszyscy będziemy mieli chaos”.
Później, gdy lekarz wrócił, Jason zamilkł, ale rzucił Ryanowi spojrzenie, które mówiło:Jeszcze nie skończyliśmy.
Trzy dni po moim powrocie do domu zadzwonił Jason.
„Chcę kogoś przyprowadzić” – powiedział. „Doradcę finansowego. Młody, bystry facet. Pomaga ludziom w naszym wieku uporządkować swoje sprawy”.
Nasz wiek.Jakby też miał sześćdziesiąt osiem lat.
Wahałem się. Miałem testament, rachunki, plany. Ale byłem zmęczony kłótniami i w głębi duszy wiedziałem, że i tak powinienem to wszystko przeanalizować. Więc się zgodziłem.
Planista, Franklin, pojawił się w drogim garniturze z wykresami, przy których umieranie wyglądało jak zadanie z arkusza kalkulacyjnego. Siedział przy moim kuchennym stole, a Jason obok niego, obaj patrząc na mnie jak na klientkę, a nie matkę.
Ryan siedział na drugim końcu stołu, cicho popijając kawę i słuchając.