Wtedy myślałam, że mam na myśli Natalie.
Ale teraz rozumiem głębszą prawdę.
Ten, którego przyprowadziłem, nie był tylko moim prawnikiem.
Ta, którą przyniosłem, to ja sam – wersja mnie wykuta w magazynach, sądach rozwodowych, księgach rachunkowych i przesiąkniętych żarem pralniach. Wersja mnie, która wie, że miłość nie wymaga poddania się. Wersja mnie, która rozumie, że ochrona własnej autonomii nie jest egoizmem – to przetrwanie.
Czasami najtrudniejszą rzeczą, jaką możesz zrobić, jest przeciwstawienie się komuś, kogo kochasz.
Czasami najodważniejszą rzeczą, jaką powiesz, jest proste i stanowcze „nie”.
A czasami, gdy sześć osób krąży wokół ciebie, jakbyś był ranny, nie potrzebujesz tłumu, żeby się bronić.
Musisz po prostu pamiętać kim jesteś.
Bo kiedy to robisz, nigdy tak naprawdę nie jesteś w mniejszości.