Zimą, przy kominku, Thomas wyznał jej uczucia: „Na początku myślałem o tym małżeństwie jak o umowie, ale potem… zakochałem się w tobie. W twojej inteligencji, ciepłu, sposobie, w jaki ożywiasz wszystko, czego się dotkniesz.” Margaret poczuła ulgę i radość – po raz pierwszy nie wstydziła się siebie.
Wiosną zorganizowali prawdziwą ceremonię – nie obowiązek, lecz święto miłości i wyboru. Margaret aktywnie uczestniczyła w prowadzeniu domu i farmy. Gdy jej rodzina odkryła prawdziwe bogactwo Brennanów i pozycję Thomasa, próbowała się zbliżyć, ale Margaret odpowiedziała stanowczo: nie.
Najważniejszą lekcją, jaką przyswoiła, było to, że rodzina to ci, którzy kochają, gdy jesteś słaby, a nie ci, którzy pojawiają się, gdy jest wygodnie. Thomas nie dał jej tylko bezpieczeństwa i komfortu – przywrócił jej wiarę w siebie, pokazał, że jej wartość nigdy nie była wątpliwa, tylko deptana przez tych, którzy nie umieli kochać.