Opowiadali o fundacji, którą założyli dekady temu, po tym, jak byli świadkami porzucenia własnej matki w szpitalu publicznym. O schroniskach, które anonimowo finansowali. O starszych osobach uratowanych z sytuacji podobnych do tej, która miała miejsce na przystanku autobusowym.
„Zaczynaliśmy od małych rzeczy” – powiedziała Helena. „Dziś wspieramy pięć domów dziecka. Ale się starzejemy. I nie mamy spadkobierców”.