Tylko garstka mężczyzn kiedykolwiek go nosiła.
I Nathaniel Hale był jednym z nich.
Poczuł ucisk w gardle.
„Jak…” wyszeptał.
„Skąd ten pies ma takie znamię?”
Kobieta powoli się wyprostowała.
„Nazywam się Margaret Lawson” – powiedziała.
„A mój mąż był wojskowym treserem psów.”
Nathaniel poczuł, że coś poruszyło się w głębi jego umysłu, jakby stare drzwi zgrzytnęły i się otworzyły.
„Nazywał się Elias Lawson.”
W chwili, gdy imię to dotarło do Nathaniela, drzwi do jego pamięci otworzyły się szeroko.
Nagle nie znajdował się już w spokojnej klinice.
Dwanaście lat wcześniej znów znalazł się na zamarzniętym grzbiecie góry.
Wróciłem do miejsca, gdzie wiatr wył w wąskich dolinach, a ziemia drżała od wybuchów.
I był tam pies.
Pies o imieniu Atlas.
Misja, której nikt nie miał przeżyć
Była to nocna operacja przeprowadzona w górach wzdłuż spornej granicy, która oficjalnie nie istniała.
Nathaniel należał do niewielkiej grupy rozpoznawczej, której zadaniem było potwierdzenie lokalizacji konwoju z bronią, który według plotek miał być ukryty w sieci jaskiń.
Plan był prosty.
Wprowadzaj się cicho.