Obietnica, której dotrzymaliśmy
Od tamtego dnia, do końca życia Rangera, nigdy więcej go nie kwestionowaliśmy.
Jeśli się zatrzymywał, zatrzymywaliśmy się razem z nim.
Jeśli nie chciał iść dalej, zawracaliśmy.
Jeśli patrzył w jedno miejsce z napięciem, my również patrzyliśmy.
Bo raz już udowodnił, że jego instynkt może być mądrzejszy niż nasze argumenty, nasz pośpiech i nasze „na pewno będzie dobrze”.
I choć wtedy, na początku, nie rozumieliśmy, dlaczego jego łapy nie chciały dotknąć pierwszej wygiętej deski… dziś wiem, że w tamtej sekundzie Ranger nie odmówił przejścia przez most.
On odmówił pozwolenia, byśmy wszyscy weszli na własną śmierć.