„Podziel się miejscem na wesele z kuzynem!” – zażądali moi rodzice. Kilka godzin później mama zadzwoniła do mnie z płaczem.

„Dziękuję, Hannah.”

„Nathan… twoja kuzynka dzwoniła dziesięć minut temu. Pytała o swoją połowę depozytu.”

Przywłaszczyła sobie połowę zaliczki, którą mi przeznaczył na ślub.

„Co jej powiedziałeś?”

„Że najpierw muszę z tobą porozmawiać.”

„Powiedz jej, że nie ma żadnej połowy. Nie ma ślubu. Nie tutaj.”

Rozłączyłem się.

Clare parzyła kawę. Podała mi kubek, nie pytając, czy chcę. Wiedziała.

„Zrobione” – powiedziała.

“Zrobione.”

„Jak się czujesz?”

„Jakbym miał to zrobić trzy lata temu”.

Spotkaliśmy rodziców Clare w kawiarni niedaleko ich domu w Evanston. Jej mamę, Patricię, i tatę, Roberta – byłego księgowego, który nauczył Clare bilansować czekową książeczkę w wieku dziesięciu lat.

Patricia przytuliła Clare, a potem spojrzała na mnie z troską.

„Co się więc dzieje?”

„Uciekamy” – powiedziała Clare. „Malediwy. Tylko my”.

Patricia nie straciła ani chwili. „Z powodu rodziny Nathana?”

„Bo mam dość finansowania ludzi, którzy nas nie szanują” – powiedziałem.

Robert odstawił filiżankę. „Finansowanie. Jak?”

Wyciągnąłem telefon, otworzyłem arkusz kalkulacyjny i podałem go drugiej stronie stołu.

Przewijał tekst, a wyraz jego twarzy zmieniał się z zaciekawionego na zaniepokojony, a potem na coś jeszcze mroczniejszego.

„Jezu” – powiedział. „To jest nadużycie finansowe”.

Patricia pochyliła się i odczytała liczby.

„Osiemdziesiąt trzy tysiące w ciągu czterech lat, a spłacili zero”.