— To on — powiedział łamiącym się głosem. — To mój plecak.
Ciocia Ioana spojrzała na niego podejrzliwie. Policjanci widzieli już to wiele razy — pojawiały się różne osoby, próbujące twierdzić, że pieniądze należą do nich. Ale ten mężczyzna był inny. Nie było w nim arogancji ani pośpiechu ludzi, którzy chcą tylko zagarnąć pieniądze.
Był tylko strach.
Komisarz poprosił o dowody. Mężczyzna wyjął kopertę pełną dokumentów — rachunki, umowy, kopię kontraktu, a także zdjęcie, na którym granatowy plecak leżał na tylnym siedzeniu samochodu.
Ciocia Ioana zobaczyła zdjęcie i poczuła dreszcz.
— Czy może pan powiedzieć, ile było w plecaku? — zapytał komisarz.
— Sto osiemdziesiąt tysięcy czterysta — odpowiedział mężczyzna bez wahania.