Następnego dnia historia obiegła cały kraj. Dziesiątki tysięcy ludzi zaczęły pisać: „Pomóżmy cioci Ioanie!”
Jedna z organizacji pozarządowych założyła jej konto. Telewizja przyjechała do jej domu i pokazała warunki, w jakich żyła. W ciągu trzech dni darowizny przekroczyły 210 000 zł.
Więcej niż znalazła w plecaku.
I więcej, niż kiedykolwiek pozwoliła sobie wymarzyć.
Dzięki zebranym pieniądzom ciocia Ioana naprawiła dach, wstawiła nowe okna, kupiła nowoczesny piec i zupełnie nową lodówkę. Po raz pierwszy w życiu miała dom, który nie pachniał wilgocią.
Ale najbardziej wzruszający moment przyszedł pewnego popołudnia, gdy mężczyzna, któremu oddała pieniądze, zapukał do jej drzwi z dużą torbą w ręku.
— Przyniosłem coś dla pani — powiedział. — To niewiele. Ale z serca.
W torbie były dwie nowe sukienki, para wygodnych butów, pudełko ciastek i bilet kolejowy w obie strony Bukareszt–Gałacz.
— Proszę pojechać do córki.
Ciocia Ioana rozpłakała się.