Sophie weszła na scenę. Miała prostą sukienkę i swoją starą gitarę.
„Ta piosenka,” powiedziała do mikrofonu drżącym głosem, „jest dla mojej mamy, która jest dzisiaj tutaj. I dla mojego taty, gdziekolwiek jest, bo nawet jeśli go nie znam, wiem, że ta piosenka była również jego.”
Audytorium zamarło. Alexandre opuścił głowę, aby ukryć łzę.
Sophie zaczęła śpiewać. To było visceralne wykonanie. Nie śpiewała, aby wygrać konkurs; śpiewała, aby uzdrowić pokoleniowe rany. Każda nuta była przebaczeniem, każdy akord obietnicą. Kiedy skończyła, cisza trwała kilka wieczności przed tym, jak publiczność wybuchła owacją na stojąco, która wstrząsnęła budynkiem.
Ale zanim prezenter zdążył ogłosić zwycięzcę, Alexandre Moreau wstał. Wziął mikrofon i podszedł na środek sceny. Kamery podążyły za nim, zdezorientowane. Nic z tego nie było zaplanowane.
„Szanowni państwo,” rozpoczął Alexandre, jego głos resonował potężnie. „Dziś widzieliśmy czysty talent. Ale widziałem znacznie więcej. Siedem lat temu popełniłem największy błąd, jaki mężczyzna może popełnić. Wybrałem pieniądze ponad miłość. Porzuciłem moją rodzinę, myśląc, że mój sukces jest najważniejszy.”
Powoli zwrócił się do Sophie, która patrzyła na niego ciekawie. Następnie jego oczy zaczęły szukać Claire w pierwszym rzędzie. Claire zakryła rękami usta, wreszcie rozpoznając pod światłami i eleganckim kostiumem mężczyznę, którego kiedyś kochała.
„Sophie,” powiedział Alexandre, klękając przed małą dziewczynką, aby być na jej poziomie. „Jesteś najodważniejszą osobą, jaką kiedykolwiek znałem. Masz talent swojej matki i… masz oczy swojego ojca.”
Publiczność wydała wspólny krzyk. Sophie mrugnęła, zdezorientowana.
„Co?” wyszeptała.