Oni odeszli.
O trzeciej ich pokój był pusty. W domu było ciszej, ale nie od razu spokojnie. Cisza niosła ze sobą echo, smutek, którego się nie spodziewałam. Nie smutek z powodu ich obecności. Smutek z powodu rodziców, którzy, jak wciąż miałam nadzieję, będą traktować mnie jak dorosłą, a nie jak kogoś uzależnionego.
Ellie weszła do pokoju gościnnego i wpatrywała się w puste ściany. „Jest pusty” – powiedziała.
„Tak” – odpowiedziałem.
Odwróciła się do mnie. „To dobrze?”
Zastanowiłem się przez chwilę. „Tak będzie bezpieczniej” – powiedziałem.
Ellie skinęła głową, jakby to wystarczyło.
Tego wieczoru zjedliśmy kolację sami przy stole. Ellie była niezwykle rozmowna, wypełniając przestrzeń szczegółami ze szkoły i rysunkiem, który chciała dokończyć. W połowie czytania zatrzymała się.
„Są na ciebie źli?” zapytała.
„Może” – powiedziałem.