Tata wrzasnął mi w twarz: „TY I TWOJE DZIECKO JESTEŚCIE PIJAWKAMI, KTÓRE WYSYPAJĄ TĘ RODZINĘ DO DIABŁA!”. Mama uśmiechnęła się z aprobatą, gdy mieszkali w moim domu. Bez wahania spokojnie powiedziałam: „Masz 24 godziny, żeby się wyprowadzić”.

Oni odeszli.

O trzeciej ich pokój był pusty. W domu było ciszej, ale nie od razu spokojnie. Cisza niosła ze sobą echo, smutek, którego się nie spodziewałam. Nie smutek z powodu ich obecności. Smutek z powodu rodziców, którzy, jak wciąż miałam nadzieję, będą traktować mnie jak dorosłą, a nie jak kogoś uzależnionego.

Ellie weszła do pokoju gościnnego i wpatrywała się w puste ściany. „Jest pusty” – powiedziała.

„Tak” – odpowiedziałem.

Odwróciła się do mnie. „To dobrze?”

Zastanowiłem się przez chwilę. „Tak będzie bezpieczniej” – powiedziałem.

Ellie skinęła głową, jakby to wystarczyło.

Tego wieczoru zjedliśmy kolację sami przy stole. Ellie była niezwykle rozmowna, wypełniając przestrzeń szczegółami ze szkoły i rysunkiem, który chciała dokończyć. W połowie czytania zatrzymała się.

„Są na ciebie źli?” zapytała.

„Może” – powiedziałem.