Spojrzałem na nią, naprawdę spojrzałem, na ten delikatny uśmiech wciąż błąkający się po jej ustach, jakby chciała zachować kontrolę nad narracją. Emocjonalny to było jej ulubione słowo w stosunku do mnie. Emocjonalny oznaczał nierozsądny. Emocjonalny oznaczał zignorowany.
Nie kłóciłem się.
Wyciągnąłem telefon i zadzwoniłem do mojego prawnika. Włączyłem głośnik, bo nie powtarzałem już starego schematu, w którym rodzice twierdzili, że źle zrozumiałem, źle usłyszałem, przesadziłem.
„Cześć, Mara” – powiedziała moja prawniczka, kiedy odebrała, neutralnym, profesjonalnym tonem. „Czy wszystko w porządku?”
„Muszę coś potwierdzić” – powiedziałem spokojnie. „Jeśli lokatorzy odmówią opuszczenia lokalu po otrzymaniu pisemnego zawiadomienia, jutro przeprowadzimy formalną eksmisję. Zgadza się?”
Zapadła cisza, taka cisza, w jakiej profesjonalista szybko przegląda fakty.
„Tak” – odpowiedziała. „Biorąc pod uwagę podpisaną umowę i udokumentowany okres wypowiedzenia, który pani uwzględniła, egzekucja powinna być prosta. Jeśli odmówią, złożymy wniosek jutro”.
W kuchni zapadła cisza, która wydawała się cięższa niż krzyki.
Mój ojciec zatrzymał się w pół kroku.
Uśmiech zniknął z twarzy mojej matki, jakby nigdy tam nie był.
„Naprawdę byś to zrobił?” zapytała cicho moja matka.
Spojrzałem jej w oczy.