Tego popołudnia zmusiłam się do wstania z łóżka. Znów wwieziono mnie

„Są na oddziale intensywnej terapii noworodków. Żyją. Walczą. Są bardzo małe, ale na razie stabilne”.

Ulga uderzyła mnie tak mocno, że pokój zdawał się wirować. Ciepłe łzy spływały mi po skroniach.

„Czy mogę je zobaczyć?”

Pielęgniarka odwróciła wzrok.

„Jest... kilka rzeczy, które musimy najpierw sprawdzić”.

Do pokoju wszedł mężczyzna, którego nie znałem. Nie był lekarzem. Miał przy sobie tablet i plakietkę z napisem „Administracja”.

„Pani Villalba” – zaczął, po czym poprawił się bez emocji. „Panna Parker. Pokój 202”.

Korekta bolała bardziej niż operacja.

„Zmienił się jej stan cywilny” – kontynuowała, recytując, jakby czytała z kartki. „Jej rozwód został sfinalizowany dziś rano”.

Spojrzałem na niego, przekonany, że morfina wywołuje u mnie halucynacje.