„To naszyjnik mojej zmarłej żony!” krzyknął potentat, ale odpowiedź

„Nie teraz”. Ibi pokręciła głową, ściskając rozpaczliwie klejnot. „To moje. To jedyna rzecz, jaka mi została po matce. Mam go od niemowlęctwa”. „Kłamiesz!” krzyknął Sebastian, uderzając pięścią w kolumnę. „Moja żona nosiła go w noc, kiedy zginęła w wypadku. Nikt nie przeżył. Nikt”. Furia Sebastiana wydawała się nie do opanowania, ale ta złota kamea skrywała prawdę, która była pogrzebana przez 23 lata.

Ibi, drżąca, ale kierowana dziwną godnością, nerwowo rozpięła suwak sukienki, wyjęła kameę i podniosła ją do twarzy milionera, ale nie oddała mu jej. „Jeśli myślisz, że ją ukradłam, powiedz mi, co jest napisane na inskrypcji” – rzuciła drżącym głosem. „Jeśli należy do ciebie, powinieneś wiedzieć, co jest napisane z tyłu”. Sebastian stał bez ruchu. Zaparło mu dech w piersiach.

Jego głos złagodniał, ciężki od nieskończonego smutku. Powiedział: „S + E na zawsze”. I powoli przyjrzał się kamei. Światło z pokoju oświetliło litery wyryte w wytartym złocie. S + E na zawsze. Sebastian stłumił westchnienie. Wyrwał klejnot z jej dłoni i raz po raz przesuwał palcem po inskrypcji, jakby chciał się upewnić, że jest prawdziwa. To niemożliwe, wyszeptał, unosząc wzrok, by spojrzeć jej w oczy.

Ile masz lat? 23, odpowiedziała Ivy, pocierając nagą szyję. Kiedy masz urodziny? Nie wiem dokładnie, przyznała. Znaleziono mnie porzuconą 12 grudnia. Świat Sebastiana zatrzymał się 12 grudnia, dokładnie w dniu wypadku, w którym pochował żonę i nienarodzone dziecko. „Chodź ze mną”, powiedział nagle, chwytając ją za łokieć. „Nie było już złości, tylko gorączkowa natarczywość. Nigdzie z tobą nie pójdę”. Ivy próbowała się odsunąć.