Później tej samej nocy zawiozła nas na cmentarz.
Kiedy dotarliśmy na miejsce, trawa była wciąż wilgotna po popołudniowym deszczu, a niebo na brzegach przybierało złocisty odcień.
Przykucnęłam przed nagrobkiem taty i położyłam obie dłonie na marmurze, tak samo jak kładłam dłoń na jego ramieniu, gdy chciałam, żeby mnie słuchał.
„Zrobiłam to, tato” – powiedziałam cicho. „Dopilnowałam, żebyś był ze mną cały dzień”.
Pozostaliśmy tam, aż światło całkowicie zgasło.
Tata nigdy nie widział, jak wchodzę na bal maturalny.
Ale i tak upewniłem się, że był odpowiednio ubrany.