Następnego dnia napisałam list do Oliwii. Na przyszłość. Żeby znała prawdę, gdy będzie gotowa.
Napisałam jej, żeby nigdy nie nienawidziła ojca, ale żeby zawsze pamiętała jedno: kobieta musi mieć coś własnego — konto, dom, zawód i plan B.
W kolejnych tygodniach Tomasz próbował wrócić. Kwiaty, przeprosiny, obietnice.
Ale ja nie byłam już tą samą osobą.
Pewnego ranka stanął pod bramą z różami. Otworzyłam i powiedziałam spokojnie:
— Wszystko, czego szukałeś u innych, miałeś od zawsze. Po prostu byłeś zbyt ślepy, żeby to zobaczyć.
Został w milczeniu, gdy zamykałam bramę.
Zaczęłam od nowa. Otworzyłam ponownie pracownię projektowania wnętrz, którą kiedyś zamknęłam, gdy Oliwia była mała. Początki były trudne, ale każdy projekt przywracał mi kawałek samej siebie.
Latem Oliwia wróciła z uczelni.
— Mamo, nie wiedziałam, że jesteś aż tak silna — powiedziała.
Zaśmiałam się.