W moje siedemdziesiąte urodziny mąż ogłosił, że odchodzi. Nigdy nie
Uśmiechnąłem się.
Podziękowałem.
Słuchałem.
Po przystawkach Alberto wstał i stuknął łyżeczką w szklankę.
„Chcę coś powiedzieć” – oznajmił, podnosząc głos na tyle, że siedzący przy pobliskich stolikach odwrócili się, żeby spojrzeć.
Poczułem lekki ucisk w żołądku.
„Carmen” – powiedział – „byłaś wspaniałą towarzyszką. Naprawdę. Ale nie mogę tak dalej żyć. Odchodzę”.
Zapadła cisza niczym tona cegieł.
Cisza tak głęboka, że słychać było nawet osiadanie lodu w szklankach.
Alberto się nie zatrzymał. Odwrócił głowę w stronę baru. Podążyłem za jego wzrokiem.