Otworzyłem galerię zdjęć i zwróciłem telefon w stronę moich córek.
Pierwsze zdjęcie przedstawiało młodszą Carmen przed budynkiem stanowego DIF, trzymającą teczkę. Drugie: dwie małe dziewczynki trzymające mnie za ręce przed budynkiem sądu. Lucía miała sześć lat. Renata cztery. Ich oczy były czujne, jak u dzieci, które za wcześnie nauczyły się, że obietnice są łamane.
—To my—mruknęła Lucía.