W moje siedemdziesiąte urodziny mąż ogłosił, że odchodzi. Nigdy nie

Wtedy wszystko zrozumiałem.

Nie klaskali z radości.

Klaskali, bo mieli na to pozwolenie.

„Nie zostawię was” – powiedziałem im. „Ale teraz szacunek jest obowiązkowy”.

Dziś spaceruję sam. Maluję. Spaceruję. Jem obiad w ciszy. I zrozumiałem coś późno, ale w samą porę:

Pokój to nie samotność. To wolność.