Moja dziewczynka drżała.
„Bałam się tak bardzo, mamo. Chciałam uciec, ale dziadek i wujek Logan mnie trzymali. Myślałam, że nie przyjdziesz.”
Pocałowałam jej wilgotną policzek:
„To nie twoja wina. Wcale. To, co zrobili… to ich wstyd, nie twój. Jesteś odważna. I nigdy więcej nie pozwolę, żeby ktokolwiek tak cię traktował. Nigdy.”
Pozostałyśmy tak długo. W końcu zasnęła z wyczerpania.
Spojrzałam na nią i pomyślałam, wiedziałam.
Wiedziałam, jaka jest moja rodzina, a mimo to poszłam.
Całe życie byłam trzecim kołem.
Środkowa córka.
Bianca, najstarsza, złota dziewczynka.
Logan, najmłodszy, spadkobierca.
A ja? Przydatna.
Moje urodziny to ciasta z supermarketu w kuchni.
Prezenty, płaszcze o rozmiar większe „żeby posłużyły dłużej.”
Uczyłam się, żeby stąd wyjść: medycyna, specjalizacja, rezydentura.