Potem ktoś zaklaskał.
Najpierw kilka rąk. Potem kolejne. I jeszcze więcej.
Dźwięk rozniósł się po sali, stając się coraz głośniejszy. Rodzice wstali. Nauczyciele ocierali oczy. Kilka dzieci, które wcześniej się śmiały, wpatrywało się w podłogę z czerwonymi twarzami.
Podszedłem z powrotem do babci i ponownie wyciągnąłem rękę.
„Czy mogę zatańczyć z tobą ten taniec?” – zapytałem.
Skinęła głową, a łzy spływały jej po twarzy.
Kiedy muzyka znów zaczęła grać, nie byliśmy już sami na parkiecie. Dołączyli do nas inni. Ale ja ich nie zauważyłem.
Widziałem tylko kobietę, która dała mi wszystko, stojącą dumnie pod światłami, dokładnie tam, gdzie zawsze było jej miejsce.