„Dasz sobie radę”. Claudia uśmiechnęła się, jakby to był komplement. „Jesteś pomysłowa”.
Miranda pojawiła się w drzwiach, wciąż promieniejąc po wieczorze uwielbienia. „Wszystko w porządku?”
„Po prostu wyjaśniam twojej siostrze nowe ustalenia” – powiedział ciepło Raymond.
„Och.” Miranda miała na tyle przyzwoitości, żeby wyglądać na lekko zakłopotaną. „Dorothy, jestem pewna, że rozumiesz. Ten awans to poważna sprawa.”
„Gratuluję” – udało mi się wykrztusić.
„Nie bądź taka”. Ton Claudii stał się ostrzejszy. „To decyzja rodzinna. Wszyscy ponosimy ofiary”.
„Co właściwie poświęca Miranda?”
„Takie podejście”. Twarz Raymonda poczerwieniała. „Twoja siostra pracuje po 80 godzin tygodniowo. Zasłużyła na wszystko dzięki poświęceniu i doskonałości. Może gdybyś się bardziej przyłożył…”
„Mam średnią ocen 3,8. Trafiłem na listę dziekana trzy semestry z rzędu…”
„W szkole publicznej” – wtrąciła Claudia. „Miranda ukończyła z wyróżnieniem program z pierwszej dwudziestki”.
Porównanie oszołomiło, bo było tak znajome. Każde osiągnięcie porównywane z osiągnięciami Mirandy i uznawane za niewystarczające. Każde osiągnięcie umniejszane przez jej większe, jaśniejsze sukcesy.
„Bez twojej pomocy nie stać mnie na czynsz” – powiedziałem. „Będę musiał zrezygnować”.
„To znajdź sobie pracę na pełen etat” – zasugerował Raymond. „Mnóstwo ludzi pracuje, żeby przebrnąć przez studia”.
„Za pięć miesięcy skończę studia. Pięć miesięcy.”
„Możesz dokończyć później”. Cierpliwość Claudii była ewidentnie wyczerpana. „Miranda potrzebuje teraz naszego wsparcia. To nie podlega negocjacjom”.
Miranda poruszyła się niespokojnie. „Może moglibyśmy coś wymyślić…”
„Trzymaj się z daleka” – warknęła Claudia. „Masz już dość zmartwień”.