Wziął ją zdezorientowany. „Co to jest?”
„Kopia dokumentów” – powiedziałam cicho, nachylając się bliżej jego ucha. „Fałszywe umowy, ukryte transakcje, wszystko, o czym myślałeś, że nikt się nie dowie. Edi je odkrył. Rano wszyscy się dowiedzą. Z policją włącznie”.
Jego oczy się rozszerzyły. „Nie… nie możesz…”
„Mogę” – wyszeptałam. – „I mogę”.
Cofnęłam się o krok, a on stał nieruchomo z teczką w dłoni. Vanessa podeszła bliżej i kiedy zobaczyła tytuł na pierwszych stronach, zbladła.
Wyszłam z cichego pokoju, Edi obok mnie. Za mną rozległy się szepty, krzyki, ktoś rzucił krzesłem.
Na zewnątrz nocne powietrze pachniało deszczem i wyzwoleniem. Limuzyna czekała na nas, a kiedy wsiadłam, Edi długo się we mnie wpatrywał.
„Czy było warto?” zapytał spokojnie.