Zbladł tak bardzo, że przez chwilę nie słyszał nawet własnego oddechu.

Tydzień później przelał potrzebną kwotę do kliniki w Budapeszcie. Ustalili termin operacji. Reszty pieniędzy nie ruszył. Najpierw rekonwalescencja. Potem ogrodnictwo.

Czasami wieczorami nadal miała wrażenie, że ktoś stoi w kącie kuchni. Ale to nie było straszne. Raczej czuła obecność strażnika.

Minął miesiąc. Operacja przebiegła pomyślnie. Lekarze zapowiadają długą rehabilitację, ale szanse są duże.

Gdy wrócili do wiejskiego domu, nie przekroczyła już progu jako złamana wdowa, lecz jako kobieta, która wie, że światło może być nawet w najciemniejszym miejscu.

Pewnego wieczoru ponownie otworzył ukryte schowki pod podłogą. Głęboko w środku zauważył małe pudełko, którego wcześniej nie widział. Otworzył je.