Złodzieje leśni zaatakowali kobietę ubraną w mundur wojskowy

Kiedy ekipa medyczna ładowała staruszka do karetki, jeden ze złodziei cicho wymamrotał:

— Nie… masz pojęcia… kim… jesteśmy.

Andreea odwróciła się do niego, jej wzrok był ostry.

— Tak. Wiem dokładnie. Ludzie, którzy myśleli, że mogą zrobić krzywdę bez płacenia. Ale każdy ma swój dzień. Twój nadszedł dzisiaj.

Policjant skinął głową, pod wrażeniem.

— Proszę pani, szczerze… Szkoda, że ​​w tym kraju nie ma więcej takich jak pani.

Poprawiła czapkę, cofnęła się o krok i powiedziała po prostu:

— Nie chodzi o odwagę. Chodzi o to, żeby nie oglądać się za siebie, gdy ktoś jest w niebezpieczeństwie.

Gdy szła w stronę skraju lasu, słońce zaczynało wschodzić przez gałęzie. Światło musnęło jej mundur, a zimne powietrze zdawało się wypełniać nowym rodzajem spokoju – tym, który pojawił się po burzy.

Starszy mężczyzna spojrzał na nią z karetki, szepcząc przez łzy:

— Niech Bóg cię błogosławi, mała dziewczynko… byłaś dziś moim aniołem.