„Skąd to masz?” wyszeptał.
„To mojej mamy” – powiedziałem. „No cóż, tak było. Potrzebuję pieniędzy na czynsz, więc jeśli to coś warte…”
Zatoczył się do tyłu, uderzając stołkiem o ścianę. „Proszę pani…” Głos mu się załamał. „Pan szukał pani przez dwadzieścia lat”.
Raz się zaśmiałem, bo to brzmiało szalenie. „Chyba trafiłeś na niewłaściwą osobę”.
Ale wtedy otworzyły się tylne drzwi i wszystkie włosy na moich rękach stanęły dęba.
Z tylnego biura wyszedł mężczyzna, jakby przywołał go sam naszyjnik.