Agenci byli bliscy powalenia mężczyzny na ziemię, przekonani, że jest niebezpieczny

— Szefie, pies… nie reaguje normalnie.

— Reaguje — powiedziała powoli Merca. Tylko nie tak, jak napisano w instrukcji.

Podchodzili małymi krokami. Młody mężczyzna płakał teraz cicho. W dłoni, którą mocno trzymał, nie było ani noża, ani pistoletu. To było zmięte zdjęcie. Czarno-białe. Małe dziecko, z psem identycznym jak Thor, mniejszym, bardziej niezdarnym, ale o tym samym wyglądzie.

— Jak masz na imię? — zapytała Merca.

— Andriej… — odpowiedział młody mężczyzna, ledwo słysząc.

— Andriej, jesteś ranny?

Pokręcił głową.