W kolejnych tygodniach otrzymałam terapię, bezpieczne miejsce, czyste ubrania i dostęp do szkoły. Państwo wszczęło dochodzenie, a mój ojciec… został zmuszony do złożenia wyjaśnień. Nie był już panem sytuacji, lecz człowiekiem sądzonym za swoje czyny.
Nie wróciłem do niego. Ale też nie żyłem w nienawiści.
Nauczyłem się być kimś, nie przepraszając za swoje istnienie.
Pracowałem w weekendy w piekarni w mieście i po kilku miesiącach zaoszczędziłem wystarczająco dużo pieniędzy, żeby kupić sobie plecak szkolny, trampki i wszystko, czego potrzebowałem. Każdy zarobiony lej smakował jak godność.
Lata później ukończyłem liceum ze stypendium. W dniu ukończenia szkoły na dyplomie nie było napisane „zbieg” ani „trudne dziecko”.
Napisano na nim Eduard Pop, zasłużony awans.
I po raz pierwszy, zamiast drżeć, uśmiechnąłem się.
Nie dlatego, że inni mi na to pozwolili.
Ale dlatego, że sam sobie na to pozwoliłem.