Biedna dziewczyna, spóźniona do szkoły, znajduje nieprzytomne dziecko

Serce Patricii zabiło mocniej. „O mnie? Ale on mnie nawet nie znał”. „Nie osobiście” – odpowiedział lekarz – „ale wiedziałem, że pojawi się ktoś taki jak ty; ktoś, kto postąpi właściwie, bez względu na cenę”. W zadymionym, ale znośnym pokoju otworzyli drugą kopertę. „Jeśli to czytasz, to znaczy, że moje podejrzenia były uzasadnione i już mnie tu nie ma” – napisała Teresa.

„To również oznacza, że ​​ktoś – odważna dusza – uratował Benjamina z pułapki. Proszę tę osobę o ostatnią przysługę. Zaniedbanie to tylko widoczna część. Eksperymentują z niezatwierdzonymi metodami leczenia na bezbronnych pacjentach: biednych rodzinach, osobach bez środków do życia. Dowody są w naszej pamięci, ale także gdzie indziej”.

„Na cmentarzu komunalnym” – kontynuował list. „Grób 342, sektor D. Pod nagrobkiem Marii Gonzalez, zapieczętowana paczka. Moje ubezpieczenie na życie… a raczej ubezpieczenie na wypadek śmierci”. „Chcesz, żebym poszła?” – wyszeptała Patricia. „Oficjalnie nie możemy wysłać policji” – wyjaśniła Mendoza. „Firma ochroniarska nas obserwuje. Natychmiast byśmy zostali zauważeni”. „Ale studentka idzie złożyć jej hołd…” – dokończyła Patricia. „Nie masz takiego obowiązku” – wtrąciła Elena. „Już wystarczająco dużo ryzykowałaś”. Patricia pomyślała o Benjaminie, o wszystkich rodzinach, być może ofiarach, nieświadomie. „Zrobię to” – powiedziała. „Ale będę potrzebowała pomocy”.

Plan szybko się urzeczywistnił. Następnego dnia, po szkole, Patricia miała pójść na cmentarz z bukietem. Mendoza miała zostać w pobliżu, w cywilnym ubraniu. Elena pożyczyła jej prostą czarną sukienkę. Tej nocy Patricia prawie nie spała. Matka próbowała ją od tego odwieść, ale w końcu zrozumiała. „Twój ojciec byłby dumny” – powiedziała Ana, całując ją. „Zawsze powtarzał, że prawdziwa odwaga to robienie tego, co słuszne, nawet gdy się boisz”. Następny dzień ciągnął się w nieskończoność. Kiedy zadzwonił dzwonek, Patricia się przebrała. Sukienka Eleny była trochę za duża, ale wystarczyła. W lustrze ledwo rozpoznała młodą kobietę przed sobą. Rozległy, starożytny cmentarz miejski rzucał cienie pod wiekowymi drzewami. Z wejścia Patricia widziała ubranych na czarno funkcjonariuszy patrolujących alejki. Podążała wyuczoną trasą do sektora D, zatrzymując się co jakiś czas, by odczytać nazwiska, udając pogrążonego w żałobie gościa.