Biedna dziewczynka z dzieckiem zasypia na ramieniu prezesa firmy w samolocie, ale budzi się zszokowana, gdy ten…

Następnego wieczoru Rachel stała przed salą balową hotelu, gdzie odbywało się przyjęcie Carmen. Miała na sobie pożyczoną szmaragdowozieloną suknię.

Przez szklane drzwi widziała gości mieszających się w delikatnym, złotym świetle.

Przy stoliku z tyłu siedział James w czarnym smokingu.

Obserwował wejście.

Ich oczy się spotkały.

Natychmiast wstał i podszedł do niej.

„Bałem się, że nie przyjdziesz” – powiedział cicho.

„Ja też się bałam” – przyznała Rachel.

„Powinienem był być szczery co do swoich uczuć” – powiedział. „W chwili, gdy Sophia zasnęła w moich ramionach, a ty zaufałeś mi na tyle, by się do mnie przytulić, wiedziałem, że coś się zmieniło”.

„James—”

„Nie chcę ci pomagać jako osoba charytatywna” – kontynuował. „Chcę zbudować z tobą życie. Chcę być częścią życia Sophii, bo już mi na niej zależy”.

Rachel znów poczuła, że ​​łzy zbierają jej się w oczach, ale tym razem nie było to oznaką upokorzenia.

„Kocham cię” – powiedziała cicho. „Chyba zaczęłam się w tobie zakochiwać w tym samolocie”.

Podszedł bliżej.

„Nigdy nie musisz się bać, że będziesz dla mnie kimś gorszym” – powiedział. „Ty i Sophia byłybyście centrum mojego świata”.

Kiedy ją pocałował, nie było to dramatyczne ani teatralne. Było to stałe.

W sali balowej muzyka nadal grała.

James wyciągnął rękę.

„Czy chciałbyś zatańczyć?”

Rachel wzięła.