„Nie” – odpowiedziała Rachel. „Byłam po prostu zmęczona”.
Uśmiechnął się. „Byłaś na tyle odważna, żeby zaufać obcej osobie”.
„I na tyle odważna, żeby go o coś zapytać” – dodała.
Wyciągnął do niej rękę.
Ich historia nie zaczęła się od bogactwa ani wielkich deklaracji. Zaczęła się od wyczerpania, podejrzliwości, niezrozumienia i nieustannej walki o wiarę w coś lepszego.
Na zewnątrz miasto poruszało się tak jak zawsze.
W środku, rodzina — starannie, z rozmysłem utworzona — spoczywała w cichej świadomości, że miłość nie została kupiona ani przypisana.
Zostało zbudowane.